Mit o Alkestis jest szczególnie bogaty w paradoksy. Największy z nich zawarty jest w wypowiedzi służącej: "Można powiedzieć, że żyje i można powiedzieć, że umarła" ze sztuki Euripidesa "Alkestis", którą Jan Kott określił jako "bardzo dziwną sztukę, która wydaje się autodestrukcyjna." A w innym miejscu eseju "Welon Alcesty" pisał: "Jeżeli to tragedia, zjada ona samą siebie". W rzeczy samej. Już preliminaria są paradoksalne. Wdzięczność Apolla, który przebywał u Admeta na służbie, niejako na ziemskiej zsyłce, za dobre traktowanie boga jest tak głęboka, że postanawia swojego byłego gospodarza uchronić przed losem każdego śmiertelnika - chce mu zaoszczędzić śmierci, która z niewiadomych nam bliżej powodów "jest mu pisana" już w młodym wieku. Bogowie są łaskawi i okrutni - chcą spełnić życzenie Apolla, ale pod jednym warunkiem: inny śmiertelnik powinien umrzeć na miejscu Admeta. I nikt, co zrozumiałe, się nie kwapi. Ani rodzice, już wiekowi, ani przyjaciele , wszyscy odmawiają . Zostaje Alkestis, ukochana, ale jej skwapliwa ofiara szybko przybiera wymiar paradoksalny. Bo niby umiera naprawdę, ale już służąca widzi w tym jakiś trik, skoro wypowiada owo zdanie przypominające stylistyką wyrocznię delficką. No więc jak? Umiera czy nie? A czemu Admet przyjmuje krótko po okrutnej agonii Alkestis w swoim domu półboga Heraklesa i nie mówi mu |