Lustra innego czasu
Telewizja jest najgorszym narkotykiem dwudziestego wieku, który powoduje atrofię mózgu.
Lecz oto mamy alternatywę - jest to polska alternatywa, polska oferta dla świata... tymi bezczelnymi,
bo wypowiedzianymi w telewizji publicznej, słowami Richard Demarco mówił o powstałym w 1985 roku Videoteatrze Poza, który stworzył Piotr (Peter) Lachmann, poeta, tłumacz, eseista, reżyser, a w teatrze Poza autor scenariuszy wszystkich pokazywanych tu spektakli i vidżej tychże oraz Jolanta Lothe,
znakomita aktorka niegdyś Teatru Studio i Teatru Narodowego. Już pierwszy spektakl "Akt-orka" był
ciekawą próbą manipulacji czasem. Lachmann użył fotografii transponowanej na obraz na monitorach
do pokazania aktorki, aktorki, która była w tym spektaklu symbolem nas wszystkich, ludzkiej kondycji zamkniętej w obrazach i żywym planie, aktorki, która podejmuje dialog z martwym światem obrazów, podejmuje dialog z czasem, przeszłym i przyszłym, bywa, że wyimaginowanym, zakodowanym w obra-
zach. Nie było myślą nową, że świat jest teatrem, a my jego aktorami. Pisał już o tym Szekspir. Ale Lachmann dla wyrażenia tej prawdy posłużył się najbardziej popularnym medium. Na swojej konstelacji monitorów manipulował obrazami, multiplikował, rozjaśniał, szarym fotografiom nadawał barwę, manipuluje aktorką, którą wkładał i wyjmował z ekranów monitorów, zmieniał jej przestrzeń działania i czas akcji.
Następnym spektaklem była Operacja Alkestis. Tym razem Lachmann odwołał się do mitu greckiego o królowej, która zgodziła się umrzeć, aby za cenę swego życia przedłużyć życie ukochanemu mężowi. Ale mit był jedynie pretekstem do opowieści o przemijaniu i śmierci... znalazły się zdjęcia wykonane według najlepszych wzorów fenomenologii ogląd z paru stron dopiero daje wgląd w istotę całości... Lachmann poprzez przetwarzane na monitorach fotografie proponuje widzowi powrót
do konkretu, jak Husserl, ale ten konkret zarejstrowany w Episkopi i Agias Trias na Peloponezie, na scenie teatru Dionyzosa w Atenach, a także w teatrze leśnym
w Powsinie koło Warszawy i na Helu przenika żywy plan. Aktorka, genialna Lothe, wprowadza w konkrety zmumifikowanych fotografii, metafizykę.
Słowami Eurypidesa, Platona, Rilkego, Kasprowicza i...Stalina mówi o przemijaniu, o fenomenie śmierci, o odpowiedzialności za drugiego człowieka, poświęceniu...
za którym się kryje, mimo wszystko, wiara w zmartwychwstanie. Nie takie dosłowne, ale pojmowane filozoficznie. Do widzów. Nasz teatrzyk video przez 20 lat skazywał widzów na bierność. Siedzieli w starych fotelach kina Femina bóg wie, czy nie z getta jeszcze, bojąc się oddychać. Nie wiedzieli, którędy uciec.
Pułapka teatru Poza. Ani krzty interaktywności. Postanowiliśmy z tym zerwać. Ostatni spektakl Hamlet gliwicki. Próba albo Dotyk przez szybę jest spektaklem szczególnym. Dotychczasowy autor scenariuszy, vidżej, jak sam o sobie mówi, staje się bohaterem, gliwickim Hamletem. Na przemian brutalnie i lirycznie opowiada
o swoim dzieciństwie, niemiecko-polskiej tożsamości, dniach wojny i ,o ironio losu, odzyskanej wolności, w Gliwicach, mieście lat dziecięcych...
A lustra czasu stają się również lustrami innej, przeniesionej do Warszawy przestrzeni niezapomnianego, niestety, do końca dzieciństwa, jego terytorium, traumy.
Nie jest to spektakl ekshibicjonistyczny. Lachmann jako kontrapunkt wprowadza w otaczające ze wszech stron widza monitory, dwójkę aktorów żywego planu
(Jolanta Lothe i Zbigniew Konopka) i Stanisławę Łopuszańską, która pojawia się na ekranach jak Duch Ojca w szekspirowskim Hamlecie.
Aktorzy, podobnie jak
w poprzednich spektaklach, przenikają przez czasy, mówią słowami Szekspira i Kajzara, ale najbardziej przejmujące słowa pochodzą od samego Lachmanna.
Z matki ulepiłem teraz coś na kształt groteskowej niemieckiej Gertrudy, mimo że była z pochodzenia Austriaczką. Do dziś zarzucam jej - jej gęste austrowęgierskie
sosy i wiele innych niesmacznych rzeczy, które być może wcale nie były jej udziałem. Ale to jest przy okazji moja własna Mutti Courage, bo bohaterka tej sztuki
(a raczej jej model) chyba była odważna, właśnie couragiert, skoro przeżyła tę nawałnicę armii i skutecznych ataków na coś, co niegdyś nazywało się czcią kobiety,
a co legło w gruzach podobnie jak inne tzw. wartości... Jakbym czytał scenariusz Kantora. Jakbym słyszał to, co mi mówił o Portrecie matki... Miałem duże kłopoty
z moją rodziną, kiedy wystawiłem ten portret, ponieważ uważali, że ją zbeszcześciłem. Otóż przez to świętokradztwo dokonałem aktu prawdy. Trzeba bowiem przejść przez pewną linię obowiązującą, ażeby dotrzeć do prawdy... tylko przez akt pewnego przekroczenia konwencji moralnych, psychicznych można to uzyskać.
To nie jedyne podobieństwo jakie dostrzegam między Teatrem Śmierci Kantora, a teatrem Lachmanna. Fotografia jako medium, które, mówiąc słowami Bazina, balsamuje czas. Kantor wyprowadził z niej swój Teatr Śmierci. Lachmann dzięki perfekcyjnemu opanowaniu warsztatu elektronicznego czyni z niej na kilku monitorach efektowną przestrzeń gry, ale co znacznie ważniejsze - miarę czasu. Obaj, poprzez wybiórczo wykorzystaną literaturę i własne przeżycia stworzyli jedyny w swoim rodzaju teatr wielkiej metafory, w którym rzeczywistość konkretu przybiera rangę ponadczasową . Teatr Lachmanna, podobnie jak przed laty teatr Kantora, zmusza widza do refleksji intelektualnej i wymusza na nim reakcje emocjonalne. Obrazy, słowo, gra aktorów, muzyka to elementy polifonicznie działające na widza i zmuszające go do czynnego uczestnictwa w scenicznym działaniu. Kantor był, a Lachmann jest demiurgiem w swoich spektaklach, a nie vidżejem, jak skromnie określa swoją obecność między gwiazdozbiorem monitorów, aktorami i publicznością. Dziś, gdy telewizja publiczna proponuje prawdulki o tym, że Simona próbuje przekonać Lęborka, żeby przestał rozsiewać plotki o Hance, a recenzentka Gazety Wyborczej przekonuje czytelnika, że malarstwo w Zachęcie nie męczy, teatr
Lothe i Lachmanna jawi się jako antidotum na całkowite zinfantylnienie, jest próbą odwołania się do wartości, które media starają się całkowicie pogrzebać.Andrzej Matynia
