![]() |
| "E.T.A. Hoffmann w Płocku", najnowszy spektakl teatru, zaska- kuje zwrotem treściowym i forma- lnym. Zamiast postaci symbolicz- nych, jak uprzednio, w centrum uwagi znajduje się teraz postać historyczna, żyjąca w określonym miejscu i czasie. Rzecz więc jest swoiście biograficzna, zrodzona z fascynacji Piotra Lachmanna niezwykłą osobowością czołowe- go twórcy niemieckiego i europej- skiego romantyzmu. Niespełna dwuletni (1802-1804) pobyt Hoff- manna - ówcześnie pruskiego u- rzędnika - w tym prowincjonalnym, acz o sporych tradycjach kulturo- wych, mieście polskim (należą- cym wtedy, podobnie jak Warsza- wa, do zaboru pruskiego), doku- mentują listy i dziennik. One też stanowią główną warstwę spekta- klu. Muzyczną zaś nicią przewod- nią są tu kompozycje samego Ho- ffmanna, śpiewane i grane (znako- micie!): Miserere i aria Fabioli ze śpiewogry "Die lustigen Musikan- ten" oraz Sonata f-moll i Sonata A- |
| dur. Premiera spektaklu - zrealizo- wanego we współpracy z Instytu-tem Goethego - odbyła się w lutym tego roku, w Płockim Centrum Kul- tury i Sztuki - Dom Darmstadt. Je- go wykonawcy to aktorzy - Jolanta Lothe, Wiesław Komasa i Steffen Moller - grający "na żywo" i w multi- medialnych przetworzeniach oraz muzycy - śpiewaczka Joanna Do- magała i pianista Jarosław Doma- gała. Teksty Hoffmanna tłumaczył Piotr Lachmann, który twórczością tego artysty i jego polskimi śladami zajmuje się od paru lat, widząc w nim prekursora sztuki multimedial- nej. W porównaniu z poprzednimi kreacjami Videoteatru "Poza" więk- szy tu udział wykonawców "na ży- wo". Poprzednie spektakle miały strukturę czasu koliście zapętloną, ten natomiast jest prostszy w bu- dowie, rozgrywa się w linearnym czasie ludzkiego życia, przedsta- wia mniej znany epizod biografii ro- mantycznego pisarza (także kom- pozytora, rysownika, malarza) z początków jego drogi twórczej. Ma- |
| my więc oto młodego Hoffmanna w naszym polskim Płocku, który - pisze Lachmann - przyciąga i od- pycha. [...] Jest tyle szczątkowego piękna w Płocku, nie tylko w Muze- um Secesji, i tyle skomasowanej przeszłości, że 105 kilometrów ja- zdy z Warszawy "szlakiem jemioł" wydaje się podróżą w inną rzeczy- wistość, a już na pewno w inny czas. W czas z początku XIX wie- ku, w czas Hoffmanna ożenionego niedawno z Polką - Marią Teklą Trzcińską - lecz mimo małżeńskie- go szczęścia, pełnego romantycz- nego samoudręczenia. Świadczą o tym wymownie jego listy i dzien- nik: Pracowałem przez cały dzień! - Ojej! staję się coraz bardziej rad- cą rządowym, kto by to pomyślał przed trzema laty. Muza pierzcha - kurz z akt zaciemnia i mąci widok! - Dziennik staje się dziwny, bo jest dowodem straszliwej mizerii, w której tu tonę. - Gdzie wszystkie moje postanowienia! Gdzie moje piękne plany wobec sztuki!? - Wszechmogący B., wstaw się za |