WYWIAD ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY BEZ OSTATECZNEJ AUTORYZACJI

Gdzie chce Pan być pochowany?
Jeśli w Warszawie, to w grobowcu Lothe-Stanisławskich na Starych Powązkach. Jest tam wolny kąt, który sobie upatrzyłem. Zajmę ma-
ło miejsca, będę w urnie.
A na niej: Lachmann i...?
Może być "poeta". Jeden tam już jest (śmiech) - "były dyrektor więzień warszawskich, poeta", Joli prapradziadek.
Z imieniem Piotr czy Peter?
"Wszystko zawdzięczam Polsce Ludowej / nawet imię / nie własne". Niech będą dwa - Peter-Piotr, w porządku alfa-betycznym.
I chronologicznym.
"Przepoczwarzał się na oczach wiernych kościoła Wszystkich Swiętych - napisałem w wierszu "Czas gliwicki" - z Niemca w Pola-
ka / potem z Polaka w Niemca / i tak w kółko / z podziwu godną

dość obrzydliwą / regularnością".
Ale wcześniej: "Biegł bez tchu ulicami o zmienionych nazwach / do kin o zmienionych nazwach / oślepiony cywilno-wojskową śmiercią..."
Urodziłem się w Gleiwitz, 13 lat mieszkałem w Gliwicach i w 1958 roku wyjechałem do Niemiec za-
chodnich. Po wojnie miałem 10 lat. Zostałem wypędzony - połowicznie. Słowo "wypędzony" niech pani weźmie w cudzysłów.
Po co?
Jest trefne. Toksyczne. W obu ję-
zykach. Na którym buduje się ka-
rierę polityczną. Którym można szafować, ile się chce, i manipulo-
wać, kim się chce. Polacy więc straszą Polaków rewizjonizmem niemieckim, a Niemcy - coraz po-
tężniejsi - próbują rozliczać Pola-
ków z win niezawinionych. A pró-
bują dlatego, że Polacy są od nich politycznie uzależnieni. Oraz dużo słabsi. Ekonomicznie i organiza-
cyjnie. O to słowo posprzeczałem się kilka tygodni temu w Niem-
czech w trakcie jakiejś dyskusji na temat tzw. wypędzenia. Powiedzia-
łem, że jak je słyszę, to Polak się we mnie oburza, a Niemiec rozu-
mie.
Co Niemiec rozumie?
W Niemczech żyje parę milionów przesiedlonych. W te miliony wli-
czając dzieci i wnuki. Oni czują się ze swojej Heimat wygnani. Praw-
dopodobnie tak samo jak Polacy z Kresów Wschodnich, których także wypędzono, ale do których przykle-
jono etykietkę "repatriantów". Róż-
nica jednak polega na tym, że Pola-
cy wiedzą, dlaczego znaleźli się na tzw. Ziemiach Odzyskanych, a Nie-
mcy albo nie wiedzą, albo nie pa-
miętają, bo pamiętać nie chcą, dla-
czego musieli te Ziemie opuścić. To, co zdarzyło się w czasie II woj-
ny i po wojnie, zostało w Niem-
czech stabuizowane. Całkowicie. Ja też bym prawdopodobnie nie wiedział lub nie pamiętał, gdyby moja mama najpierw nie przegapiła najdogodniejszego do przesiedle-
nia momentu - przed wejściem Ar-
start
<< WSTECZ
ciąg dalszy wywiadu >>
HAMLECIK.                  "Duży Format - Gazeta Wyborcza"
do eseju Piotra Lachmanna