![]() |
| WYWIAD ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY BEZ OSTATECZNEJ AUTORYZACJI Gdzie chce Pan być pochowany? |
| dość obrzydliwą / regularnością". Ale wcześniej: "Biegł bez tchu ulicami o zmienionych nazwach / do kin o zmienionych nazwach / oślepiony cywilno-wojskową śmiercią..." Urodziłem się w Gleiwitz, 13 lat mieszkałem w Gliwicach i w 1958 roku wyjechałem do Niemiec za- chodnich. Po wojnie miałem 10 lat. Zostałem wypędzony - połowicznie. Słowo "wypędzony" niech pani weźmie w cudzysłów. Po co? Jest trefne. Toksyczne. W obu ję- zykach. Na którym buduje się ka- rierę polityczną. Którym można szafować, ile się chce, i manipulo- wać, kim się chce. Polacy więc straszą Polaków rewizjonizmem niemieckim, a Niemcy - coraz po- tężniejsi - próbują rozliczać Pola- ków z win niezawinionych. A pró- bują dlatego, że Polacy są od nich politycznie uzależnieni. Oraz dużo słabsi. Ekonomicznie i organiza- cyjnie. O to słowo posprzeczałem się kilka tygodni temu w Niem- |
| czech w trakcie jakiejś dyskusji na temat tzw. wypędzenia. Powiedzia- łem, że jak je słyszę, to Polak się we mnie oburza, a Niemiec rozu- mie. Co Niemiec rozumie? W Niemczech żyje parę milionów przesiedlonych. W te miliony wli- czając dzieci i wnuki. Oni czują się ze swojej Heimat wygnani. Praw- dopodobnie tak samo jak Polacy z Kresów Wschodnich, których także wypędzono, ale do których przykle- jono etykietkę "repatriantów". Róż- nica jednak polega na tym, że Pola- cy wiedzą, dlaczego znaleźli się na tzw. Ziemiach Odzyskanych, a Nie- mcy albo nie wiedzą, albo nie pa- miętają, bo pamiętać nie chcą, dla- czego musieli te Ziemie opuścić. To, co zdarzyło się w czasie II woj- ny i po wojnie, zostało w Niem- czech stabuizowane. Całkowicie. Ja też bym prawdopodobnie nie wiedział lub nie pamiętał, gdyby moja mama najpierw nie przegapiła najdogodniejszego do przesiedle- nia momentu - przed wejściem Ar- |