Jak rozprawili się z Powstaniem. Powstanie Warszawskie w komik-
sie kreślone ukradkiem na lekcjach. Adam tu był, widział, uciekał z ro-
dzicami z palącej się Warszawy. Ta ulica, przy której teraz miesz-
kam, ocalała. W tych wszystkich budynkach, które widać z mego o-
kna - co za przewrotna przypadko-
wość losu - proszę popatrzeć, mieścił się sztab niemiecki.
Pan chce go widzieć?!
Tak, oczywiście. Jak mogę nie wi-
dzieć? W mojej kamienicy na 3. piętrze ukrywał się wtedy Władys-
ław Szpilman - poznałem go póź-
niej, zaprzyjaźniłem się z nim. On tu dla "dobrego Niemca", kapitana Wilma Hosenfelda, grał nokturn Chopina. Warszawa jest cieniem tamtego miasta. Mówią, że była piękna, może to mit, nie wiem. Chodząc ulicami, czuję ten cień. Niemcy nic o jej historii i kulturze nie wiedzą.
Jak mogą nie wiedzieć?
Nie wiedzą. Dla nich to miasto nie istnieje. Dosłownie nie istnieje.
Warszawa ich nie interesuje. Nig-
dy nie interesowała.
Dlatego, że chcieli ją wymazać z mapy Europy?
Też kiedyś sądziłem, że może to efekt wyparcia złej pamięci. Ale nie. Jest gorzej. Niemcy w ogóle nie wiedzą, że to miasto miało być wy-
mazane. Oni nawet nie zauważyli-
by, że jest wymazane. A ci - no, może niektórzy z tych, którzy uda-
ją, że coś o Warszawie wiedzą - Powstanie Warszawskie mylą z powstaniem w getcie. To jest dla mnie najbardziej oburzające, skan-
daliczne, niedopuszczalne. To mu-
si się w którymś momencie ujaw-
nić, może w nieprzyjemny sposób, w wyniku integracji europejskiej, kiedy dojdzie do wielkiego wzajem-
nego odliczania i rozliczania.
Kiedy?!
Kiedy "wypędzeni" zaczną docho-
dzić praw do swoich domów pozo-
stawionych na wschodzie, czyli na polskim zachodzie, a Polacy w re-
wanżu obliczą na przykład koszt odbudowy Warszawy. Niektórzy
już podobno liczą i wystawią Niem-
com rachunek strat. W miliardach euro! A niech wystawią, niech do Niemców wreszcie dotrze, co za teatr okrucieństwa wyreżyserowali tutaj w XX wieku. Niech dojdzie w-
reszcie do dyskusji o winie i karze.
Już była.
Nie było. Dla mnie ta akcja pokuty, jaką zainicjowali młodzi Niemcy w latach 60., była rodzajem niesma-
cznej psychodramy. Lub masochi-
zmu. Kpiłem z niej. Bogu ducha wi-
nni ludzie przyjeżdżali do Oświęci-
mia, pracowali, porządkowali, orga-
nizowali jakieś warsztaty. Deklaru-
jąc skruchę, nie za siebie. Bo ci, którzy powinni ją okazać, milczeli. Dla nich Polska pozostała czarną dziurą między Niemcami a Rosją. Dziurą przemilczaną. Ja przez 30 lat próbowałem tę czarną dziurę zapełnić. Mówiłem, pisałem, Polska nie może być dla nas, Niemców, zwyczajnym sąsiadem. My do Pol-
ski musimy mieć stosunek szcze-
gólny. Taki jak do rodziny, którą się okaleczyło, zabijając ojca czy bra-
start
<< WSTECZ
ciąg dalszy wywiadu >>
HAMLECIK.                  "Duży Format - Gazeta Wyborcza"